Napierdalaj dziecko z miłością

03 Jun 2008

Kochanowski! Do nogi! Będę cię napierdalał z miłością. Trzeba cię wychować gówniarzu, boś szkodnik i urwipołeć. Trochę dyscypliny ci się przyda, zasrańcu. Od razu ci się kręgosłup moralny wyprostuje jak trochę ciężkiej miłości zaznasz na dupsku!

Że też takich debili ziemia nosi...

A powiedz mi, Kochanowski, jak napierdalałeś swoje dzieci? Używałeś pasa czy ręki? A może sznura od żelazka? Bo moja ciotka lała swoje dziecko właśnie kablem od żelazka. Na dobrego człowieka wyrósł pewnie dlatego. A po czterech literach nakurwiałeś czy po nerkach też ci się zdarzyło? A otwartą dłonią w twarz za pyskowanie nigdy dzieciaka nie chlasnąłeś? Tak wychowawczo, raz tylko żeby się zamknął, dla jego własnego dobra. A co powiedz jak ojciec zleje smarka, który się w nowym dresiku na niedzielnym spacerku w drodze z kościółka na chodniku wyjebie? Może tak trzeba właśnie, to się łajza stąpać porządnie nauczy! A jak nie chce usnąć albo co gorsza buczy? Wknucić żeby spał jak normalni ludzie czy nie wknucić? Kochanowski, kundlu, powiedz mi jak należy bić z miłością niemowlaka? Pasem to chyba trudno, może zatem jakiś poradnik bicia dla młodych rodziców - Wytyczne dotyczące wychowawczego bicia niemowląt - brzmi nieźle!

Powiedz mi na koniec, ośle skończony, jak wielką miłość będę musiał ci okazać, abyś zmienił swoje postępowanie i wyrósł na porządnego człowieka?

Update 1212514307: Dzięki za ciekawą dyskusję w komentarzach. Już ich wystarczy, więc zwijam kramik. Jeszcze tylko cytat z przedmiotowego buraka, bo GW zamyka archiwa:

Rodzice muszą wychowywać i w ramach wychowania mogą karcić, także w formie klapsów. Ważne, by robić to z miłością i troską. Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich

PS. Nie, nie mam dzieci.

Digg del.icio.us StumbleUpon Wykop Reddit Folksr

permalink | trackback | rss

 
 
torero

Bicie dzieci ma jedną zasadniczą zaletę - pozwala je oduczyć używania wulgaryzmów w miejscach publicznych.

str()

Czy jesteś tego pewien?

Khorne

Aj tam, ja bedac malym gnojkiem dostalem pare razy po dupie i jakos mi nie zaszkodzilo. Wydaje mi sie, ze bicie jest mniej krzywdzace i do pewnego wieku szybciej dociera do swiadomosci niz kary "psychiczne".

Oczywiscie w kazdym przypadku sobie na lanie zasluzylem.

str()

Khorne: Nie zaszkodziło. A czy pomogło?

Khorne

Przestalem robic to za co dostalem lanie, wiec pomoglo.

aardvaark

Dołączam się do Khorne - parę razy dostałem. Nie zaszkodziło, pomogło w wychowaniu. Krzywdy nie czułem i do tej pory nie czuję. Rodziców kochałem, kocham i nie przestanę.
Dla jasności: swojego potomstwa nie karałem cieleśnie i nie zamierzam.

Hoppke

Nie powinien to być jedyny/podstawowy środek wychowawczy, ale ma jedną zaletę -- jest natychmiastowy i pozwala rodzicowi szybko zareagować (minimalny odstęp między złym zachowaniem a karą). Metody typu "jak się natychmiast nie uspokoisz, to <tu jakaś odsunięta w czasie kara>" są nieskuteczne.

Poza tym jest tu pełno miejsca na stopniowanie -- zaczyna się na klapsie, kończy na biciu kołkiem. Obydwie te rzeczy nazywamy "biciem"... a przecież "bicie" dziecka nie oznacza od razu siniaków, obrażeń wewnętrznych i sadyzmu...

Tak samo jest przecież z karami bardziej "abstrakcyjnymi", przy których rodzic nie musi dziecka nawet dotknąć. Samymi słowami można, przy odrobinie konsekwencji, zrobić z dziecka psychiczną pulpę. W czym wykorzystywanie intelektualnej czy materialnej przewagi ("zabiorę Ci kieszonkowe", "idziesz spać bez kolacji", "szlaban na komputer") jest lepsze od wykorzystywania tej fizycznej? Bo śladów nie widać?

Ale jeśli rozwrzeszczanemu dzieciakowi wlepisz w markecie klapsa, to jesteś degeneratem i złym rodzicem. Bo Superniania by tak nie zrobiła!

A ja mówię: iii tam.
Odebrałem w swoim życiu parę "fizycznych" upomnień od ojca i wiecie co? O wiele bardziej się poturbowałem ganiając po drzewach czy biegając za piłką.

Dziecko nie musi być bite, ale powinno mieć świadomość, że nie jest nietykalne. Unikając klapsów jak ognia będziesz musiał to zrekompensować intensywniejszymi i bardziej dotkliwymi karami "psychicznymi". Ja tam wolałbym klapsa, niż eskalację przemocy psychicznej.

A niestety nie można zrezygnować z kar -- bezstresowe wychowanie się nie sprawdza.

str()

Hoppke: Mówisz o karach i przemocy psychicznej (sprawdź dokładnie co oznacza ten termin), która w moim odczuciu jest równie destrukcyjna jak przemoc fizyczna. A tu chodzi o zwykłe przestrzeganie ustalonych w procesie wychowawczym zasad. Zasady muszą być jasno określone i konsekwentnie stosowane, dobrze jeśli są w pewnym stopniu wzajemne - i to jest w gruncie rzeczy wychowanie bezstresowe, a nie jak się zwykło powszechnie uważać przyzwolenie na wszystko. Ja też odebrałem w życiu parę razów od rodziców, ale nauczyło mnie to tylko jednego: cena klapsa była dość niska w porównaniu z np. szlabanem na dobranockę (oglądaną na telewizorze Szeherezada ;-) czy zakazem wyjścia na podwórko, więc opłaciło mi się łamać te zakazy, które zwykle karane były klapsem. Pamiętam, że łamałem je gorliwie.
Poza tym, skoro już sam napisałeś o stopniowaniu kar cielesnych, napisz proszę jakie są granice tych kar w przypadku niemowląt, przedszkolaków, dzieci w wieku szkolnym i gimnazjalnym. Krótko uzasadnij każdą z tych granic.

str()

Khorne: Przestałeś robić to, za co dostałeś lanie czy przestałeś robić to, *bo* dostałeś lanie?

Khorne

Tfu, znaczy sie "to drugie". Zaprzestanie dzialan bylo efektem kary fizycznej. [wywal prosze poprzedni komentarz]

Bartini

>W czym wykorzystywanie intelektualnej czy materialnej
>przewagi ("zabiorę Ci kieszonkowe", "szlaban na komputer")
>jest lepsze od wykorzystywania tej fizycznej?

W tym, że dzieciak rozumie, że to rodzic rządzi i że jest od niego uzależnione. Zdaje sobie sprawę, że będąc grzecznym, może liczyć na przywileje, a "robiąc sceny" szkodzi samo sobie. Ten kto tłucze dzieciaka pokazuje tylko własną słabość, a nie władzę.

>Unikając klapsów jak ognia będziesz musiał to
>zrekompensować intensywniejszymi i bardziej dotkliwymi
>karami "psychicznymi".

Większej głuopty w życiu nie słyszałem. Jak nie umiesz wychowywać dzieciaka to nie dziw się, że będziesz mu serwować przemoc w wersji psychicznej.

>Dla jasności: swojego potomstwa nie karałem cieleśnie i
>nie zamierzam.
Jak najbardziej szczerze podziwiam twoją cierpliwość. Chciałbym tylko, żeby wszyscy rodzice taką mieli.

Livio

Ja "oberwałem" niewiele razy, ale uważam, że to daje czasami (niezależnie od siły) dziecku do myślenia.

Rzadko, można też zastosować karę "nie będziesz jadł kolacji". Dziecku nic się nie stanie, ale też da mu do myślenia. Brzmi to okrutnie, ale wcale takie nie jest.

Zgadzam się z RPO, bo w końcu klaps !== pobicie. Jestem przeciwny biciu dzieci (bo dziecko to nie worek treningowy), ale klaps mu nie zaszkodzi.

Używanie przedmiotów różnego rodzaju natomiast uważam już za przemoc fizyczną. O ile jednym i drugim zaboli, o tyle na dziecku nie wolno się wyżywać, nawet jeśli mocno przeskrobie.

Klaps dziecko zaboli, to prawda - rozpłacze się ono, będzie się dąsać, ale nie szkodzi mu to - jak już mówiłem - tylko (jeśli zostawi się dziecko samo na jakiś czas) pozwoli mu wszystko przemyśleć.

Hoppke

str(): dobrze, skoro potrzebujesz wyraźnych zasad:
1. niemowlęta -- jakiekolwiek(!) kary odpadają, bo dziecko nie ma intelektu który byłby w stanie pojąć ich sens (czy nawet odebrać cokolwiek jako karę).
2. przedszkolaki -- klaps nie zaszkodzi
3. wiek szkolny -- można przylać mocniej na tyłek
4. gimnazjalny -- przegapiłeś okres bicia, teraz to już nic nie da.

@Bartini: "W tym, że dzieciak rozumie, że to rodzic rządzi i że jest od niego uzależnione."

Wierz mi, dostając klapsa dokładnie tak samo odczuwa, że rodzic tu rządzi.

"Ten kto tłucze dzieciaka pokazuje tylko własną słabość, a nie władzę."

Tak myśli wyedukowany dorosły. Dziecko, któremu właśnie wlepiłeś klapsa nie widzi w tym żadnej słabości. Słabość możesz okazać, i owszem, ale np. sycząc "poczekaj, powiem mamie jak wróci z pracy".

"Jak nie umiesz wychowywać dzieciaka to nie dziw się, że będziesz mu serwować przemoc w wersji psychicznej."

O, autorytet. Super. To powiedz mi jak wychowujesz dzieciaka bez wymuszania czegokolwiek w jakikolwiek sposób? Żebyśmy mieli jasność -- szlaban na komputer to w moim słowniku też przemoc psychiczna (tak jak stosowanie jakiejkolwiek przewagi, która wywołuje w dziecku poczucie krzywdy/przykrości).

Livio

Największa stanowczość u rodzica nie da tego, co jeden klaps.

I - trzeba pamiętać, kiedy dziecko zaczyna pojmować świat. Lanie w gimnazjum spowoduje, że dziecko się zacznie odwdzięczać.

Zgadzam się z Hoppke w kwestii "okresów".

Livio

Jeszcze ode mnie: efekty bezstresowego wychowania widać teraz od pierwszych klas podstawówki na liceach kończąc - już w gimnazjum zaczyna się przesiew idiotów.

i0

W pozostałych wiadomościach: między czernią a bielą odkryto niezauważony wcześniej pas szarości.

Ja tam widzę różnicę między klapsem, a znęcaniem się. Może pomaga fakt doświadczenia osobiście obu opcji, może nie. Rodzice dawali klapsa tylko gdy naprawdę zasłużyłem, poza tym nie krzyczeli, nie szantażowali. W twarz dostałem raz w życiu, będąc prawie-dorosłym, ale w pełni zasłużenie. Powinienem był dostawać więcej, ale uważam że dobre i to. W końcu chyba wyszedłem na ludzi, nie? ;-)

Livio

Mnie trochę "popuszczono pasa", co może trochę wychodzi w moim pyskowaniu, ale mam swoje racje i swoje zdanie, którego staram się trzymać, ale też nie stoję jak krowa na jednym pastwisku...

Hoppke

@i0: W oczach niektórych i tak zostałeś potwornie skrzywdzony tym klapsem, a Twoi rodzice byli słabi i ponieśli porażkę wychowawczą. A to, że wyszedłeś na ludzi się tu nie liczy. Do końca życia będziesz żył z piętnem Klapsa. Klaps boli całe życie ;)

str()

Khorne: Ty przestałeś, ja nie.

Livio: Chyba nie rozumiesz konsekwencji wypowiedzi RPO. Przecież on jednoznacznie dał do zrozumienia, że porażka wychowawcza jaką jest kara fizyczna jest metodą akceptowalną. Co gorsza, rozgrzeszył tych, którzy robią to "z miłością" - swoją drogą ciekawe co to znaczy (może to, że sprzączka od pasa ma zostawiać sińce w kształcie serca :-/ ). Nie wierzę w idealną sytuację, gdzie, że nawet najlepszy rodzic jest aniołem o nieskończonej cierpliwości i nie poniesie go ochota przyłożenia smarkowi, ale popełniać błędy wychowawcze w domu to jedno, a publicznie je rozgrzeszać to zupełnie co innego.

Hoppke: Jeszcze uzasadnienia poproszę do Twojej skali. I - "Wierz mi, dostając klapsa dokładnie tak samo odczuwa, że rodzic tu rządzi." - wierz mi, jako mały perfidny smarkacz zawsze potrafiłem się odpłacić za wszelkie próby przyginania karku. Choć muszę przyznać, że sztukę tą doprowadziła do perfekcji dopiero moja młodsza siostra, którą gdyby chcieć wychowywać za pomocą klapsów trzebaby było zatłuc na śmierć.
PS. Nadal nie załapałeś, że wychowanie bezstrezowe to nie samowolka. Celowo używasz również błędnej definicji przemocy psychicznej. Popraw się proszę, jeśli chcesz rzeczowo dyskutować.

Livio

Fakt, wypowiedź zupełnie nietrafiona.

str()

i0: Ależ całkowicie się z Tobą zgadzam, że pomiędzy klapsem a gazrurką jest całkiem spora przestrzeń. Tylko my tu nie o tym, tylko że ani klaps ani gazrurka nie są a) skutecznymi, ani b) etycznimi metodami wychowawczymi.

Khorne

Mowiac o karach cielesnych jako o porazce wychowawczej tworzy sie iluzje takiego idealu. Pietnowane jest stosowanie bicia jako metody wychowawczej nawet w przypadku, kiedy rodzice nie bardzo radza sobie innymi metodami (nie kazdy rodzic ma pojecie o psychologii dziecka) jest szkodliwe. Lanie bylo, jest i bedzie stosowane jako jakis tam srodek wychowawczy, gorszy od wzajemnego zrozumienia, ale lepszy od nic nierobienia.

Wyobraz sobie, ze gnojek poskarzy sie w szkole, ze ojciec go spral. Ojciec zostanie wezwany na dywanik, opierdolony przez pania psycholog, ze robi dziecku krzywde na cale zycie. Ojciec przestanie bic, ale tez za bardzo nie potrafi poradzic sobie z niegrzecznym synem w inny sposob. Synek wyrosnie na kibola.

str()

Khorne: Ja się zgadzam, że lanie było, jest i będzie stosowane jako jakiś tam środek wychowawczy. Nie mam również złudzeń, że szybko przestanie nim być. Nie sądzisz jednak, że nagannym jest zachowanie Rzecznika Praw Obywatela (a bite dziecko to też obywatel), który publicznie przyznaje, że jest to środek całkowicie akceptowalny?
"Wyobraz sobie, ze gnojek poskarzy sie w szkole, ze ojciec go spral. Ojciec zostanie wezwany na dywanik, opierdolony przez pania psycholog" - zakład, że nie zostanie? Po pierwsze, byłoby skrajnie nieprofesjonalne ze strony tego psychologa. Dzieci momentalnie wychwytują kto stoi po ich stronie i ile jest warta czyja pozycja. Po drugie, rodzicowi niekoniecznie może się chcieć zaszczycić swoją obecnością szkołę. Po trzecie, uczniami niestety nikt się szczególnie nie przejmuje (również w dużo bardziej dramatycznych okolicznościach, dość przejrzeć nagłówki gazet).

Khorne

Nie czepiaj sie szczegolow. Rownie dobrze moglby w Super Expressie przeczytac wstrzasajaca wypowiedz Rzecznika Praw Obywatela, ze bicie dzieci to bestialstwo.

Zaden normalny rodzic nie lubi bic swoich dzieci i stara sie stosowac wszelkie inne metody wychowawcze.

Hoppke

str(): "wierz mi, jako mały perfidny smarkacz zawsze potrafiłem się odpłacić za wszelkie próby przyginania karku."

A uwierzysz mi, że gdy mój ojciec albo matka zdecydowali się w końcu dać klapsa, to każde z mojej trójki momentalnie się "poprawiało"? (bo odbieraliśmy to jako wstrząs, a nie zachętę do rywalizacji "to ja ci teraz pokażę!"). W ogóle jakiekolwiek "ja ci teraz pokażę" byłoby raczej nie do pomyślenia. I to nie dlatego, że groziło nam jakieś widmo strasznych kar, tylko... tak po prostu. Bo to byli Rodzice, i dążenie do konfliktu było nie do pomyślenia. Można się było targować itp., ale tylko do pewnego momentu. Ostatecznie to ich słowo decydowało.

Myślę, że niektórzy rodzice po prostu nie umieją posługiwać się klapsami i faktycznie kończy się tylko eskalacją zbrojeń -- dzieciak pyskuje i zaczyna postrzegać klapsy jako coś czysto fizycznego. Nie wiem od czego to zależy -- wyczucia sytuacji, częstotliwości używania?

A może wymierzanie klapsów wymaga posiadania jakiegoś autorytetu? Jeśli dzieciak traktuje Cię bardziej jak równorzędnego partnera, a nie rodzica, to po klapsie Ci się postawi. A jeśli masz mocną pozycję, to nawet jeśli praktycznie nie odczuje klapsa przez ubranie i tak się uspokoi. Z tego co pamiętam z mojego dzieciństwa "bicie" było przykre nie dlatego, że powodowało ból (którego nie pamiętam), ale dlatego, że oznaczało, że coś źle zrobiłem. Nigdy też nie miałem wrażenia, że dając mi klapsa rodzicom zależy na tym, bym poczuł ból -- więcej w tym było symboliki niż energii kinetycznej :)

Ciekawe, czy obecne unikanie klapsów to nie jest trochę takie uciekanie przed objawieniem własnej słabości. No bo co się stanie, jeśli przyłożysz dzieciakowi a on ci się zaśmieje w twarz albo rzuci mięchem? Lepiej nawet nie próbować doprowadzać do takiej konfrontacji z własnym dzieckiem, bo nie wiadomo kogo z niej wyniosą na tarczy...

Autorytet u dzieci maleje. Moi rodzice opowiadali mi, że za ich czasów nauczycielowi w szkole nikt się nie postawił, a nauczyciel nie musiał praktycznie nigdy podnosić głosu -- wystarczyło, że zaczął mówić, a wszyscy się uciszali. Nie musiał nawet używać siły fizycznej, choć miał takie prawo (np. przyłożyć linijką). Jak to wygląda w tej chwili -- wszyscy wiemy. Myślę, że w rodzinach doszło do podobnego rozpadu.

Możliwe, że klapsy są traktowane jako "porażka" tylko dlatego, że potrafią (tkwiącą w rodzinie) porażkę bardzo ładnie pokazać. Może są właśnie tylko takim miernikiem jakości rodzica -- jak dasz dzieciakowi w tyłek, to co zrobi? Uspokoi się? Wyśmieje? ODDA?

str()

Khorne: Chwała tym, którzy nie lubią bić swoich dzieci i bardzo dobrze, że rozumieją potrzebę stosowania innych metod wychowawczych. Ale wracając do publicznej wypowiedzi RPO - zło trzeba nazywać złem, bo inaczej prokurator będzie się zastanawiał czy RTG źle zrośniętej kości jest wystarczające czy może przydałyby się ze dwie pręgi na plecach. To, co proponuje Kochanowski to nazywanie dobrem zła popełnionego z uśmiechem na ustach.

Khorne

Problem w tym, ze Ty uwazasz bicie za zlo, a ja nie. Pytanie brzmi czy/jak RPO ma sie na ten temat wypowiadac. A tutaj wchodzimy na sliski teren korelacji moralnosci i prawa.

Hoppke

Problem w tym, że idąc w drugą stronę możesz doprowadzić do patologii. Wyobraź sobie na przykład, że gdzieś w tłumie ludzi widzisz samotną, płaczącą dziewczynkę -- ludzie obchodzą ją łukiem i nikt się nią nie zainteresuje.

Podchodzisz do niej, schylasz się, próbujesz zapytać o co chodzi, kładziesz rękę na ramieniu czy bierzesz za dłoń i... przechodzący obok patrol policji aresztuje Cię za pedofilię. Bo dotknąłeś cudzego dziecka.

W którymś kraju Europy taki scenariusz jest już realny. Nie pamiętam gdzie... Dania? Jakiś kraj skandynawski?

To naprawdę nie są rzeczy, które można jasno zdefiniować. Nie powinno IMO być w tych sprawach wykładni prawnej, bo to zachęca do traktowania przypadków wg. szablonów narzucanych przez przepisy (i np. liczenia rozległości siniaków na plecach) zamiast zdrowego rozsądku.

str()

Khorne: Życzę Ci tego, aby Twoje ewentualne dziecko poznało poglądy swojego taty z lektury blogów niż z pierwszej (nomen omen) ręki ;-)

aardvaark

A tak przy okazji - czy autor i wszyscy wypowiadający się mają dzieci?
Czy też są tu tacy, którzy sobie teoretyzują? :)

Your turn:

comments disabled
Napierdalaj dziecko z miłością polska zjebany klimat