Tresura w stylu sowieckim i paragraf 22
27 May 2005
Pierdoły związane z powszechnym obowiązkiem wojskowym zagnały mnie dzisiaj do Częstochowy. Oczywiście poza grupką cywili i bandą mundurowych większość poważanych przeze mnie osób w najlepszym przypadku obdarowuje tą instytucję żałująco-drwiącym uśmieszkiem. Jeśli o mnie samego chodzi, to gdyby nastała wojna, byłbym pierwszy, który wyrzuci kałacha w krzak i (zależnie czy npel nadchodzi z zachodu czy wschodu) bezwarunkowo podda się jako jeniec lub da nogę z prędkością nadświetlną krzywiąc przy tym czasoprzestrzeń i ulegając skróceniu Lorentzowskiemu. Anyways, przyjechałem do hometown, gdzie zauważyłem, że zapowiadana od dawna akcja okazywania biletu przy wsiadaniu do pojazdu jest (o zgrozo) realizowana. Proszę nie regulować oczu, to na prawdę tak wygląda. Pasażer wsiada do pojazdu przednimi drzwiami trzymając w zębach bilet, czy to miesięczny, dzienny czy czysty, nieskasowany bilet jednorazowego przejazdu. Kierowca łaskawie kiwa głową pozwalając przejść do dalszej części pojazdu oraz skasować bilet. Bilet można skasować tylko w jednym kasowniku, tuż przy kierowcy, bo pozostałe zostały zdemontowane w celu zachęcenia podróżnych do wsiadania pierwszymi drzwiami licząc od czoła pojazdu - otwieranymi z resztą do połowy, by święte stopy kierowcy nie stąpały po tej samej podłodze, co nieczysty tłum. Co więcej, na przystanku otwierane są tylko te drzwi, chyba że podróżny z wnętrza życzy sobie wysiąść, o czym musi zawiadomić kierującego, wciskając przycisk umiejscowiony nad drzwiami, czyli tam, gdzie jeszcze całkiem niedawno jako mały szczeniaczek nie sięgałem. Nieświadom owych kretyńskich obyczajów wszedłem do pojazdu wyposażony w bilet całodniowy i zostałem zhaltowany przez gburowatego drivera. Na jego warknięcie o bilet i pospieszenie mojego ociągania odpowiedziałem panu kierowcy, żeby sobie pobiegał i podałem powód nieposłuszeństwa. Tłum napierał, więc poszedłem dalej nie zważając na monity kierownika pojazdu.
Kiedy dotarłem do
Mam dziś dobry dzień na ukierunkowaną nienawiść, więc poużywam sobie jeszcze troszkę. Np. Częstochowscy tramwajarze - co za cioty. Wleką się przeraźliwie pokonując dystans dzienic Północ - Raków (ok. 9km) w 40 minut. Dostojnie toczące się tramwaje zatrzymują się na zielonych światłach, gdy motorniczy stwierdzają, że za chwile i tak będzie czerwone, więc lepiej poczekać.
Lecimy dalej: biurwy z wydziału spraw obywatelskich w magistracie, a w szczególności taka jedna nazwiskiem Hutna, która 1. kłamie, 2. odmawia dostępu do informacji jawnej, 3. utrudnia uzyskanie wnioskowanych dokumentów.
Next, księża oraz architekci pracujący na ich zlecenie. Nie dość, że kościołów w tym żałosnym miasteczku więcej niż stacji benzynowych, to jeszcze wszystkie wielkie i szkaradne. Dokumentacja fotograficzna na poparcie tej tezy - w fazie alpha.
Prezydent miasta Tadeusz Wrona - jebany purysta, sumienie narodu, dewota z typowo
Aaach, jak mi się przypomni to obsmaruję jeszcze kogoś. Na razie to tyle.
---
Mimo że słońce dopiero w zenicie, to atrakcji aż nadto. Szkoda, że nie mam netu w domu, przez co nie odpisuję Jajcusiowi skandalicznie długo. Oj boli. Może wkrótce dopadnie mnie przeprowadzka do _własnej_ jamy, a wtedy.. nareszcie!
- Jajcus
Fajnie piszesz jak się wkurzysz ;-)
- Shot
Yeah, yeah, what he said. Choć trochę głupio się cieszyć, że znów ktoś Cię wkurzył.
Ad tramwajarze: Może mają taki rozkład i kontrole z firmy. Znaczy się – nie ich wina, tylko układaczy.
Ad licencja na komentarze: jest już polska wersja: http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/pl/- str()
Wiesz co, Shot, mam wrażenie, że te skedżule to są opracowywane na podstawie aktualnych czasów przejazdów, więc mogą się jedynie jeszcze bardziej rozłazić. A tramwajarzy i tak łatwiej jest nienawidzieć niż układaczy bo są fizycznie obserwowalni: w swych ciasnych kanciapach, z herbatą w słoiku, radiem marki Panasony, brudnym ręcznikiem i czarną, kwadratową torbą z nylonu czy innego plastiku ;-)
Link poprawiam, dzięki piękne.







