Panel
13 Jan 2005
Pozwolę sobie olać ciurkiem cipłym, pienistym, koherentnym wypowiedzi niejakiego Gatesa na temat mojego bycia lub nie komunistą. Nic się koleś nie uczy, od lat bredzi to samo i sprawia wrażenie człowieka z wizją. Od lat nie można się dowiedzieć co to za wizja i czemu znów rewolucyjna.
Bohaterem dzisiejszych utyskiwań własnych jest Panel, ale nie ten z urządzeń technicznych, a z aplikacji przeróżnych, w których to jest nadużywany: panel sterowania, panel administratora, panel moderatora, panel edycji, panel siaki i owaki. Życzę mu śmierci, a koderom tworzącym soft obudowany panelami żeby skozieli. Panel obsysa. Owszem, czasami rzeczywiście zachodzi potrzeba mieć zgromadzone pod ręką różne wichajstry (i.e. panel sterowania czy konfiguracyjny), ale w ogólności panel to głupia rzecz.
Na pierwszy ogień leci panel edycji. Najgłupszy z najgłupszych. Szalenie wprost niewygodny. Widziałem wiele paneli edycji (najczęściej webowych), do których najpierw trzeba wejść, przedostać się przez zduplikowaną w nim strukturę edytowanego dokumentu lub hierarchię serwisu i dopiero wówczas edytować. U podstaw takiego podejścia leży idiotyczne założenie, że edycja to strrrrasznie skomplikowana sprawa i wymaga całkowicie oddielnego interfejsu, sposobu obsługi i modułu (moduł to kolejne nadużywane słowo, ale o tym może kiedyś).
Panel moderatora. Powstrzymuję się od przeklinań i wyzwisk. Bo taki panel to conajwyżej męskie przedłużenie kodera. Po co moderatorowi panel? Po cholerę, skoro na takim panelu jest zazwyczaj tylko [Zatwierdź] i [Odrzuć] oraz ewentualnie [x] Zastosuj w przyszłości bez pytania. W bardziej rozbudowanych wersjach rodzaje filtru (czytaj: mało skomplikowany zestaw checkboksów).
Panel administratora. Tu sprawa nie jest tak oczywista, bo każdy przecież chyba widzi, że przydało mu się nie raz, nie dwa to, co ma w Panelu Sterowania. A jednak i tu istnieje zróżnicowanie, bo bywają panele lepsze i gorsze. Te gorsze zawierają (znów aplikacje webowe) 3 opcje na krzyż (no, powiedzmy że 4, żeby ów krzyż było łatwiej ułożyć ;-) i konsumują całą podstronę oraz dodatkowe kliknięcia i szykane związane z logowaniem.
O właśnie, panel logowania. Potrzeba prawdziwej hiperinteligencji by wymyśleć coś, co nie zmieściłoby się w jednym wierszu gdzieś w nagłówku strony a służyło do przedstawienia się aplikacji. O ile formularz zakładania konta może być niezłą szykaną, to login dialog to zazwyczaj dwie dziury i submit!
Nie twierdzę, że panel jest z gruntu wyklęty a jego stosowanie powinno grozić ucięciem palców. Po prostu panel to narzędzie dalece ponad potrzeby przeciętnych zastosowań. Sam wielokrotnie popełniałem błędy nadgorliwego pchania rozmaitych pchełek do paneli, które miały nadać im dostojność i właściwą rangę. W myśl zasady, którą odczuwałem a nazwał ją z imienia mój obecny szeryf "aplikacja jest gotowa wtedy, gdy nie można z niej już nic usunąć" panel taki w efekcie wylatywał precz.
Zwykle bajdurząc tutaj różne opowieści staram się wieść od problemu do rozwiązania, tym razem musiałem (i chciałem) się powstrzymać. Chciałem uczynić z tego wpisu swego rodzaju panel i tak jak on dzieli prezentację i działania oddzielić probley od ich rozwiązań. Nie wiem czy mi się udało, bo trochę (ładne mi k. trochę!) przejąłem się rolą.
Uwaga, nadchodzi panel rozwiązań problemów z panelem.
Panel edycji, do którego dostęp to czasami powtórna podróż przez hierarchię dokumentu lub przynajmniej user-experience typu "o, a gdzie ja jestem? to jakaś inna strona?". Panel edycji zastępuję możliwością bezpośredniego przejści w tryb edycji wprost z prezentowanego dokumentu. Skoro system umożliwia edycję, to ma ona być integralną i naturalną możliwością systemu a nie wymagać przemierzania setek podstron. Przecież edycja pliku tekstowego od jego oglądania różni się w zasadzie tylko tym, że podczas oglądania nie piszemy :-) Kluczowe jest tu działanie w kontekście dokumentu. Jest kontekst widoku i kontekst edycji. Ot, cała magia. Jak się postarać to można od biedy wcisnąć kontekst potwierdzania-różnych-niebezpiecznych-działań typu kasowanie czy zmiana nazwy. Z resztą, kto korzystał z menu kontekstowego ten wie, że jest wygodne. Web po prawdzie nie ma klasycznego menu kontekstowego, ale można dostępne aspekty przedstawić userowi po prostu na stronie.
Panel moderatora wywalamy zastępując go zwykłym raportem, lub jak powyżej, opatrując widzane przez niego postingi dodatkowymi działaniami. Takie proste, a tak trudno niektórym zjarzyć. Osobiście wolałbym nawet powiadamianie i podejmowanie decyzji o moderacji via komunikator.
Panel administratora w aplikacjach webowych to najczęściej definicja praw dostępu. I teraz pytanie bez punktów w konkursie bez nagród: jak ten biedny administrator ma nadać prawa dostępu gdy jest na siłe odrywany od przedmiotu tych praw (np. podstrony) i wtłaczany na jakiś panel, na którym rojno od różnych innych wcale-nie-oczekiwanych przeszkadzajek? Znów rozwiązaniem jest kontekst. Działania administracyjne z wewnątrz sprawy, a nie jak Bonaparte stojąc na wzgórzu i udająć że się widzi pełny obraz sytuacji.
Panel logowania pominę litościwie milczeniem.
..chyba będzie ciąg dalszy..







